| |
Tydzień na nartach we włoskim Livigno
Stare porzekadło mówiące: "Szewc bez butów chodzi", idealnie pasuje do charakteru pracy w branży turystycznej. Stałe doglądanie tego, aby nasi klienci byli właściwie obsługiwani wymaga, aby w okresie najbardziej "gorącego" sezonu, doglądać spraw w biurze. Dlatego też, nie licząc sytuacji, kiedy jesteśmy potrzebni na miejscu, bo organizujemy daną imprezę, sami czas na wakacje rezerwujemy wtedy, kiedy inni wyjeżdżają rzadziej. Dlatego "zarząd" Biura Podróży TASK Travel ( to jest: Magda i niżej podpisany :) na długo wyczekiwany tydzień na nartach, wybrał się w styczniu, zaraz po sylwestrze 2008/2009.

Wybór padł na włoskie Livigno, ponieważ akurat wybierali się tam nasi znajomi, a poza tym nigdy nas tam wcześniej nie było.
W zależności, ile ma się czasu, można jechać non-stop lub z noclegiem. My zatrzymaliśmy się w okolicy Innsbrucka. Niektórzy preferują lot do Zurichu, żeby stamtąd dojechać wynajętym na lotnisku samochodem. Dla każdej z tych opcji, najważniejsze, żeby dobrze "wyliczyć" porę na przejazd tunelem do doliny ze szwajcarskiej strony - jedynego, dostępnego zimą przejazdu. W zalezności od pory doby i natężenia, ruch puszczany jest wahadłowo w jedną lub drugą stronę, co może powodować korki.
Jest to zresztą jedyna wada podróży do Livigno, a niektórzy twierdzą, że zaleta ponieważ wywołuje wrażenie przenoszenia się w zupełnie inną krainę, odciętą od normalnego rytmu cywilizacji. Wrażenie po przekroczeniu tunelu zdaje się to potwierdzać. Po "tamtej stronie" czeka na nas urocze miasteczko, z dachami pokrytymi grubymi czapami śniegu. Liczne sklepy, butiki, bary i restauracje, wyglądają bardzo zachęcająco. Pamiętajmy, że dolina, w której znajduje się Livigno, objęte jest strefą wolnocłową, co znacznie sprzyja zostawianiu na miejscu pieniędzy.




|
|
Autokarem do Włoch
Potrzebujesz transportu na narty? Kliknij!!
|